O świątecznym przejedzeniu

Święta, to czas, kiedy w prasie roi się od artykułów, jak nie przytyć w święta. Jeść, czy nie jeść i czy da się zrzucić dwa czy trzy kilko po świątecznym przejedzeniu. Ja uważam, jeść! Jeść i celebrować święta, bo z takich drobnych przyjemności składa się nasze życie. Tak! Jeść, pić, cieszyć się i śmiać z bliskimi. A wieczorem mieć hygge. Ciepłe skarpetki, kocyk i lampkę wina 🙂 I nie myśleć ciągle o diecie, bo to zabiera nam radość i powoduje tycie – ze stresu! Jeśli zachowamy umiar i spokój – nie przytyjemy. A oszczędzając sobie stresu – znajdziemy radość w spędzaniu rodzinnych świąt.

Wiele osób pyta mnie, czy jestem na wciąż na diecie. Odkąd schudłam cztery, pięć rozmiarów, trzymam fason. Nie chudnę więcej i nie tyję, niezależnie od okoliczności. Lubię jeść i lubię czerwone wino. Nie jestem na diecie, a jednak rozmiar mam ciągle ten sam. Jak to robię? Przede wszystkim zachowuję umiar. W jedzeniu i w emocjach. Tak, tak, one są szalenie ważne, a może w utrzymaniu wagi, najważniejsze?

A w Święta? Kilkanaście lat temu, przed ślubem, obiecałam swojemu mężowi, że w Boże Narodzenie nie będę dostawała palmy 🙂 Że będziemy spędzać Święta radośnie i na luzie. Prawie mi się to udaje a swoim spokojem zaraziłam nawet swoich najbliższych. Tak więc, czego nie umiem zrobić – to zamawiam. Czego nie lubią moi domownicy – nie robię, mimo, że tradycja tego wymaga. A co mogę – robię wcześniej i mrożę. Prezenty staram się kupować wcześniej, a jeśli budżet na to nie pozwala – robię przynajmniej listę zakupów i prezentów. To prawie, jakbym je już kupiła. Unikam nerwowego wymyślania niespodzianek na ostatnią chwilę. To mi daje luz i radość w oczekiwaniu na pierwszą gwiazdkę.

A jedzenie? Jestem vege, więc kocham wigilijne potrawy. Ale od kilku lat wiem, że mojemu organizmowi służy mała różnorodność w jednym posiłku. A tu tyle dobroci na raz. Więc od lat nie zmuszam się, żeby spróbować wszystkiego, co jest na stole. Przecież rano, mogę zjeść to na śniadanie, prawda? Mam wymówkę, zaprzyjaźniony Dr Michał Mularczyk, kardiolog i dietetyk mówi o konsekwencjach świątecznego przejedzenia i świątecznego postu. Według eksperta, kiedy zgodnie z tradycją, przygotowując się do Wigilii, pościmy cały dzień, wygłodniali siadamy do kolacji, to jemy bez umiaru, zachęcani przez starszyznę rodziny. Konsekwencje mogę być makabryczne. Od wzdęć, uczucia ciężkości w żołądku, po atak kamicy żółciowej, czy zapalenie trzustki. Dzieje się tak dlatego, że podczas trawienia duża część krwi zostaje oddelegowana do jelit. Reszta krwi musi dotlenić pozostałe organy naszego ciała. Przy dużym przejedzeniu, kiedy większa część krwi pójdzie do jelit, w reszcie człowieka pozostaje zbyt mało krwi. Serce stara się wtedy przepompować ją bardzo mocno, żeby pozostałe układy funkcjonowały poprawnie. Prowadzi to do wystąpienia szybkich uderzeń serca, których konsekwencją u pacjenta z niewydolnością krążenia jest skrajna niewydolność krążenia, czyli stan zagrożenia życia. Straszne, prawda? Więc słucham Doktora. Jem, co lubię w większej ilości. Resztę tylko próbuję. I…… jem bardzo, bardzo wolno. Rozmawiam, cieszę się towarzystwem bliskich. Nie popijam. Czekam, by napić się wigilijnego kompotu – on fantastycznie został wymyślony po to, by podkręcić trawienie. Korzystam ze świątecznych dobroci z rozsądkiem. I nie przesadzam, ani z postem, ani z obżarstwem. Celebruję i zachowuję zdrowy umiar. Cieszę się obecnością bliskich, harmidrem, jaki robią dzieci i bałaganem, który powstaje z prędkością światła, bo …… sama tego chciałam :}

Spokojnych Świąt Kochani!

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *