Po świątecznym nieumiarkowaniu w jedzeniu :)

po świątecznym przejedzeniuInaczej mówiąc, po świątecznym obżarstwie, warto zadbać o powrót organizmu do równowagi.

Jak wiecie, jestem przeciwniczką diet i liczenia kalorii. A jednak potrafiłam zrzucić ponad dwadzieścia kilko i co ważniejsze – utrzymać tę wagę przez lata.

W święta natomiast nie patrzę nerwowo na to czy coś tuczy czy nie. Jem i cieszę się, że mogę spróbować po raz kolejny rzeczy zrobionych przez moją Mamę według przepisu Babci czy prababci. Że mogę spróbować nowoczesnych potraw mojej przyjaciółki, które co roku się zmieniają i zmieniają tradycje świąteczne.

Wiecie, że stres spowolnia przemianę materii, a nic jej tak nie przyspiesza, jak radosne spotkanie przy rodzinnym stole? To moja teoria. Myślę jednak, że jest w niej choć ziarenko prawdy. Włoszki przecież są szczupłe, prawda?

Zima, to czas, kiedy atawistycznie nasz organizm, szykując się do przeżycia w trudniejszych warunkach odkłada tkankę tłuszczową. Do tego w czasie zimy, kiedy plucha i ciemność odstraszają nas od aktywności fizycznej, chętniej sięgamy po poprawiające nastrój słodycze.

No i ciągle jeszcze spędzamy święta przy suto zastawionym stole u naszych mam i babć. 😉

Ja mam swój sposób na powrót do równowagi.

1.Niezbędne jest oczyszczenie i odkwaszenie organizmu. W tym celu przestawiam swój dom na warzywa takie, jak bakłażan, cukinia, szpinak, kapusta czy buraki a także owoce odkwaszające organizm, jak arbuz, kiwi, grapefruit czy winogrona. Zielone warzywa, zawierają chlorofil wspomagający oczyszczanie organizmu z toksyn i dotlenienie komórek

2. Błonnik – zawarty w warzywach powoduje regulowanie trawienia i pozbycie się gazów i uporczywych zaparć. Szczególnie Polki przyzwyczajone do ciężkostrawnej diety i komponowania trudnych do strawienia posiłków, cierpią na zaparcia. Na przykład jęczmień uznawany jest za doskonałe źródło rozpuszczalnego błonnika pokarmowego. Dodatkowo ma silne właściwości przeciwutleniające, a dzięki bogactwu witamin i składników mineralnych pomaga utrzymać równowagę kwasowo-zasadową w organizmie.

3. Woda – przynajmniej dwa litry dziennie także pomagają w trawieniu i usuwaniu niepotrzebnych toksyn. Mówi się nawet – nie pijesz – utyjesz! Ale wodę należy pić umiejętnie. Nie popijać posiłków, nie pić pół godziny przed i po jedzeniu, aby nie rozcieńczać soków trawiennych. Woda pomoże również pozbyć się nam poczucia ociężałości. Często piję ją z szczyptą soli kłodawskiej. Dlaczego? Dowiesz się z innego posta.

4. Przyprawy – majeranek i kminek są od wieków znanymi przyprawami pomagającymi usprawnić perystaltykę jelit a także zniwelować dolegliwości trawienne

5. Jem, kiedy jestem głodna. Jesteśmy przyzwyczajeni do jedzenia 3 lub nawet 5 posiłków dziennie. Wg mnie, to przeżytek. Jedzmy wtedy, kiedy zgłodniejemy. Po prostu. Wtedy zjemy znacznie mniej w ciągu dnia. A jeśli do tego będziemy jedli wolno, sygnał, że jesteśmy syci, przyjdzie od naszej głowy szybciej niż skończymy posiłek. Nasz mózg wysyła informację , że jesteś najedzony z lekkim opóźnieniem. Jedzmy więc wolno i cieszmy się smakiem potraw, biesiadując z rodziną. Kiedy jesz szybko, jesz więcej.

6. Lampka wina i resweratrol – oprócz właściwości odmładzających, wspomaga metabolizm. Resweratrol, to naturalny przeciwutleniacz ze skórki czerwonych winogron. To odpowiedź na francuski paradoks – Francuzi jedzą obficie, o późnych porach dnia, popijają posiłki czerwonym winem i …. Są szczupli i nie chorują na choroby sercowo – krążeniowe.

8. A kiedy już czuję, że mój żołądek rozciągnął się do granic niemożliwości, że ciągle jestem głodna a jeansy niebezpiecznie cisną – sięgam po kierunkowe suplementy. Mam swoje ulubione – z mangostanem, jagodami acai, zieloną kawą i ekstraktem z młodego jęczmienia.

Powodzenia!

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *